Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 grudnia 2013

Świąteczne nastroje są i u mnie

Od kilku dni tkwię w epicentrum świątecznych przygotowań, zresztą pewnie nie ja jedna ..... :) Zakupy, pieczenie, pichcenie i sprzątanie, to wszystko po to by już wieczorem delektować się tymi wszystkimi dobrociami i pełną piersią odetchnąć! Muszę się pochwalić, że mój plan na świąteczne menu został w pełni zrealizowany, nawet z nadwyżką (ale o tym w special edition food diary). 

Dziś szybka retrospekcja z moimi bożonarodzeniowymi inspiracjami ... lepiej późno niż wcale :) Naoglądałam się u Was masę pięknych dekoracji do zamontowania w domu i oto i ja pomajsterkowałam troszkę. Nie ma tego wiele, ale dzięki kilku drobiazgom już od kilku dni mogłam wczuć się w klimat świąt, na przekór całkiem wiosennej pogodzie (dziś w moim mieście jest +10 stopni :P)

Choinka stanęła w pokoju gościnnym już w sobotę .... . Jak co roku ta sama. Z tamtegorocznych wypieków zachowałam trochę ciastek na ozdobę (ostrzegłam oczywiście wszystkich, żeby nie przyszło nikomu do głowy degustowanie tych zabytków :)


Obok kanapy stoi sobie sporych rozmiarów gałązka świerkowa obtoczona czerwonymi lampkami (może kolor trochę burdelowy, ale kto mi zabroni ???)


Gwiazda betlejemska to stały punkt w tym czasie ......



Pod półką nad łóżkiem zawiesiłam gwiazdki, które delikatnie świecą, dlatego lubię zostawiać je zapalone na noc.


ho ho ho


I mój mini DIY. Tea Lights, które stały się wazonikami - zrobione z pozostałych po świecach z Biedronki szklaneczek, które opatuliłam szydełkową koronką.


Jest jemioła na szczęście i kora cynamonu, no i piernikowe serca z Kopernika.




Mam nadzieję, że i u Was prace posuwają się w tempie zawrotnym !!! Życzę Wszystkim już kolejny raz dużo radości, satysfakcji i porządnego wyluzowania w te świąteczne dni. 

BUZIAKy Drodzy Czytelnicy :)

niedziela, 21 lipca 2013

Spodenkowe ZRÓB TO SAMA - szorty z koronką

Zacznę od tego, że nie cierpię modowo - blogowego sloganu MUST HAVE. Budzi we mnie wręcz odwrotny odruch - niechciejstwa i negacji. Uważam, że ślepe podążanie za niejako z góry narzucanymi trendami jest zupełnie do kitu, no ale to już jak kto woli ..... . Nie będę jednak hipokrytką i przyznaję, że często co nieco podłapuję i jak każdy ulegam trochę wpływom, jednak zdecydowanie nie idę na całość i nigdy wbrew swym upodobaniom. Wyrosłam już z kupowania czego popadnie, byleby było modne, wolę mieć mniej, ale porządnie i praktycznie. Praktycznie w ogóle nie inspirują mnie blogi modowe, bardziej szukam pomocy w blogach kosmetycznych, gdzie już nieraz udało się trafić w 10, jeśli chodzi o kupno kosmetyku. 

No właśnie blogi modowe i MUST HAVE !!! Smutne jest to, że wszędzie jest po prostu to samo ...., sandałki na obcasie z 1 paskiem, koniecznie z Zary, zegarki i torebki Michaela Korsa (które mimo, że mi się podobały, to od tego oklepania mnie odrzucają), no i nagminnie zakładane bluzki i koszule w biało - czarne pasy (też koniecznie z Zary), w których na dodatek nie wszystkie kobiety korzystnie wyglądają (w tym ja i dlatego nigdy nie kupię). Lubię blogi szafiarskie, ale tylko takie, gdzie dziewczyny mają własne zdanie i styl, w dodatku nie wstydzą się pokazać kilka razy w tym samym :), a dodatkową atrakcją są dobre zdjęcia. Są to blogi, gdzie nie mam wrażenia oderwania od rzeczywistości, przez zalew ciągle to nowych ciuchów, sponsorowanych zresztą. Z całej masy, zaprawdę powiadam - mało takich. Może dlatego, że te nieliczne blogi prowadzone są wyłącznie z pasji, a nie po to by zdobyć jak największą ilość czytelników, a co za tym idzie pieniądze.

Jako że każdy na swym "prywatnym placyku" może wyrazić swoją opinię, a także zamieszczać co dusza zapragnie, robię to dziś i ja pisząc jak postrzegam pewne zjawiska jakimi są dla mnie blogi modowe i wciskane wszędzie must have, gdzie każda dziewczyna pretenduje do ikony stylu, ubierając się jak każdy w sieciówkach. Wierzę jednak, że sporo osób ma swój gust, a co więcej świadomość tego, w czym czują się po prostu dobrze.

Jakbym była typową blogerką modową powinnam napisać teraz, że MUST HAVEM w szafie każdej dziewczyny są dżinsowe szorty i to w różnych wariacjach :). No ale jestem prowadzącą niszowego i hipsterskiego bloga o wszystkim i o niczym (gdzie obok recenzji mydła, można przeczytać recenzję filmową albo zobaczyć jakiś przepisik kulinarny), dlatego tak nie wypada ....

Dziś prezentuję kolejny post z serii ZRÓB TO SAMA, a raczej propozycję takiej robótki ręcznej jaką są samodzielnie obcięte szorty dżinsowe. Zabawa przy tworzeniu jest przednia, a wykonanie bajecznie proste, do tego powrót do czasów szkolnych i niezapomninych ZPT - ów gwarantowany!



To nie są moje pierwsze własnoręcznie wykonane spodenki - korzenie sięgają już podstawówki, były różne długości i motywy. Motyw koronki stosowałam już dawno również do przetartych, długich spodni dżinsowych. Zresztą nic tu oryginalnego ...., jedyna innowacja to fakt, że każdemu wyjdzie coś innego w zależności jaki fason spodni upitoli, jaki kolor stworzy, no i w końcu jakie i gdzie dziury wytnie i jaką koronkę wstawi. Mi wyszło tak i z radością noszę te gatki w godzinach wolnych od pracy.

Tak było na początku


Spodnie ucięłam dłużej, by potem wyregulować do odpowiedniego moim potrzebom stanu. Następnie ucięte już wstępnie spodenki moczyłam kilka razy w wybielaczu z wodą, by uzyskały zadowalający odcień. (ten etap był dla mnie najbardziej stresujący ...)

Potem pozostał już dobór koronki i "zaprojektowania" dziur oraz wystrzępienie (ten etap dał upust moim emocjom).


jedna strona


 druga strona


tył

Strzępki w moich szortach nie są duże, ale z czasem i po kilku praniach się wyrobią. Koronką została wszyta za pomocą maszyny do szycia, celowo nieco wyżej, ponad krańcem wycięcia, właśnie w razie dalszego prucia :)

Muszę przyznać, że mam kilka par szortów w różnych kolorach, kupionych w sklepach, ale te są teraz naj :)



sobota, 12 stycznia 2013

Z cyklu "Babski Słodowy" part 2

Pamiętacie o moim pomyśle, co zrobić z sukienką popapraną klejem????!!! Pomysł nie zaginął w akcji, wręcz przeciwnie został zrealizowany.


Otóż Drodzy Państwo sukienka nie wylądowała w koszu, choć każdy rozumny człowiek pewnie by ją w tym miejscu porzucił. Dodam by jeszcze bardziej zdziwić, że sukienka nie była dla mnie szczególnie cenna, kupiłam ją kiedyś za 10 zł w SH. Jej szczęśliwy żywot zakończył się incydentem i plamą z kleju, której wywabić nijak się nie dało. Jeśli tylko rzecz może mieć życie, to ta sukienka dostała je 3 raz i nie skończyła bynajmniej jak ścierka do podłogi (nawet na to by się nie nadawała).

Ja miałam pomysł, moja bardziej utalentowana manualnie mama dokonała dzieła. Sukienka dostała nowy dół, można by rzec, że nawet bardziej dostojny, bo gipurowy .....


Zdecydowałam też, że zamiast kremowego spodu sukienka będzie miała podszewkę z czarnej żorżety. Kwestia gustu, ale stwierdziłam że dzięki temu zestawieniu pozbędę się tego dziewiczego, komunijnego charakteru, albo jak kto woli ślubnego. Dół też jest nieco dłuższy niż był, ale dalej przed kolano.



 w pasie jak widać sukienka jest i była ściągnięta, bo ma gumkę. Jest do noszenia tylko z paskiem

wykończenie dołu



Moja mama jako wykonawczyni stwierdziła (dodam że nie jest krawcową, a samoukiem wyćwiczonym przez lata ubogiego w ciuchy PRL-u), że pomysł nie był ciężki ani zbyt  pracochłonny w wykonaniu, wszystko zależy od fasonu. Jeśli chodzi o koszt, to gipurę udało mi się kupić niedrogo, bo za około 20 zł (niecały metr), żorżetę za ok. 15 zł (połowę z tego co kupiłam potrzebowałam na inne cele). 

Nawet z kosztem krawcowej sukienka wyszłaby taniej jak przy zakupie sklepowym. Za byle szajs (mam na myśli kiepskiej jakości koronkę syntetyczną) trzeba zapłacić około 200 zł a nawet więcej .... 

Konkludując, tak po prostu wyszło, efekt może się podobać lub nie .... Mnie się podoba, sukienka jest na prawdę elegancka. Pięknie wygląda z klasycznymi dodatkami takimi jak czarny żakiet, czarne szpilki i rajstopy.



Do następnego!!!!