Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmówka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 czerwca 2014

Najwyższa pora na filmówkę!

Zabierałam się za napisanie tego posta już dobry tydzień! Nawet jak był wolny czas, to po prostu miałam tak zwanego "niechcica" :). Kiepska pogoda w maju, a częściowo i w czerwcu sprawiła, że wolnymi wieczorami chętniej oglądałam filmy, tym bardziej że nie miałam nic ciekawego do czytania. Mimo, że sporo było tego oglądania, to większość filmów okazała się bardzo przeciętna. Miałam chrapkę na kilka nowości, w tym "Grace Księżną Monaco", ale po przeczytaniu lawiny kiepskich recenzji, stwierdziłam że zadowolę się wersją domową. Nie zdążyłam również do kina na "Yves Saint Laurenta" i tu żałuję, ale cóż życie ..... w moim mieście dobre filmy grają krótko i nie we wszystkich kinach, na rzecz dajmy na to "Dżej Dżeja". 

Tak na przykład cudem udało mi się załapać na bardzo wyczekiwany przeze mnie "Grand Budapest Hotel" Wesa Andersona. Była jedna jedyna projekcja i to na sali kameralnej, jednak udało się zdobyć dwa bilety. Bardzo się z tego cieszę, bo film jest genialny i godny polecenia. Rozkochał mnie charakterystycznym stylem samego reżysera, doborem świetnych aktorów (nawet epizodyczne postaci obsadzone zostały gwiazdorsko), nie mówiąc o Ralphie Fiennesie, Tildzie Swinton., po niezwykłą retro scenografię, która mnie osobiście wbiła w fotel. Sama historia umiejscowiona jest w fikcyjnym miasteczku Żubrówka, a dokładnie w bajkowym, ogromnym hotelu, w którym pracuje dwóch głównych bohaterów: Gustave H. i Zero Moustafa. Pewnego dnia Gustave otrzymuje spadek, co staje się zarzewiem konfliktu z pozostałymi spadkobiercami, a tym samym nakręca całą akcję! Musicie to zobaczyć, tym bardziej, że w filmie nie brakuje specyficznego poczucia humoru, charakterystycznego dla Wesa Andersona. Ja uśmiałam się do łez!


poster - www.filmweb.pl

Jeśli spodoba Wam się styl Wesa Andersona to koniecznie zobaczcie jeszcze "Kochanków z Księżyca" oraz "Pociąg do Darjeeling".

Powyższa pozycja, to pierwsza i ostatnia nowość :). Reszta filmów nie należy do świeżynek, ale nie jest to minusem, bo jeśli poniższych filmów nie widzieliście to nic straconego, może się skusicie  i obejrzycie na kanapie w domu w jakiś deszczowy dzień, albo chroniąc się przed upałem :). 

Polecam bardzo "Smak Curry" film który pokazuje jak w Indiach działa system przekazywania tzw. Lunchboxów (pojemników z posiłkami ) do pracy. Możemy śledzić jak z troską przygotowywane jest jedzenie, które trafia do metalowej menażki, następnie przez kuriera odbierane jest z domu, ładowane do pociągu, aż w końcu dociera na miejsce do odbiorcy. Sama droga lunchboxa jest tłem do innej, ciekawszej historii, której tematem są ludzkie uczucia i wybory. Piękna historia, na pozór bez fajerwerków, jednak podana w zupełnie niebanalny sposób.


poster - www.filmweb.pl

Jako ostatni film polecam, coś zupełnie nie w moim stylu, bo "Królewnę Śnieżkę i Łowcę". Z tego typu filmów fantasy wierna jestem tylko "Władcy Pierścieni" i "Hobbitowi". Do wyboru zachęcił mnie jednak teledysk Florence and the Machine "Breath of life" pochodzący ze ścieżki dźwiękowej do tegoż filmu (świetna piosenka). Przyznaję, że relaksacyjnie mi się Śnieżkę oglądało, fajne efekty, karły, pierdzące purchawki w mrocznym lesie, grzyby z oczami, perfidna królowa i przystojny Łowca (Chris Hemsworth) :). Trzeba przyznać, że Charlize Theron jako ciemna strona mocy, przysłoniła nieco Śnieżkę (Kristen Stewart), a scena w której kąpie się w mleku jest genialna, ale w sumie korzystnie wpływa to na całość. Jeśli macie ochotę na odrobinę fantastyki, to spokojnie wybierzcie Śnieżkę i Łowcę, ja z chęcią zobaczę drugą część :)


poster - www.filmweb.pl


Widzieliście któryś z powyższych filmów, co o nich sądzicie? A może macie jakieś ciekawe propozycje dla mnie?

wtorek, 15 kwietnia 2014

Filmowo - książkowe ciekawostki

Melduję się wszem i wobec !!! Pochłonięta różnymi sprawami nie mogłam zmotywować się do sporządzenia comiesięcznego zestawienia filmów i książek. Nic straconego, bo w sumie jeszcze zupełnie na świeżo załapały się warte moim skromnym zdaniem uwagi i książka i film. 

A tak w ogóle to jestem cała, zdrowa. Powróciłam do codziennej dawki ćwiczeń i na razie nieźle mi idzie :). Nie przeszkadza mi to jednak, by planować już jakie smakołyki przygotować na zbliżające się Święta.

Dziś jednak nie o tym. Dziś o filmach. Od marca do chwili obecnej wkradło się w mój świat filmowy nieco mroku......., dawno nie oglądałam thrillerów (o horrorach nie wspominam, bo tego gatunku nie lubię), w zasadzie nie wiem dlaczego, chyba wolałam coś lżejszego na przyciężkie zimowe dni. Nadeszła wiosna, a z wiosną zmiana klimatu, także w kwestii gustu filmowego. Jeśli chodzi o thrillery, to moim niekwestionowanym faworytem jest i zawsze będzie "Milczenie owiec", oglądałam, czytałam i uwielbiam, może dlatego trudno mi znaleźć na prawdę dobre filmy w tej dziedzinie. Cóż te, które oglądnęłam niedawno nie przebiły mistrza, ale obejrzałam z zaciekawieniem i jeśli jeszcze nie widzieliście, to polecam.

1. Labirynt - "Prisoners" - szczerze muszę przyznać, że dawno nie widziałam tak wciągającego dreszczowca. Świetni aktorzy (Gyllenhaal w roli detektywa oraz Jackman jako zdesperowany ojciec szukający zaginionej córki), super trzymająca w napięciu historia, rozłożona tak, że obgryzało się paznokcie. No smakowity koniec, który trudno na pewno zaskoczy!


2. Panaceum - "Side Effects". Całkiem wciągająca historia o Emily (Rooney Mara), która leczy się psychiatrycznie, aby szybciej wrócić do równowagi zażywa przepisane od swojego lekarza (Jude Law) pigułki. Tu historia nabiera na sile .... 


3. "Detektyw" - "True Detective" - Pozostając w klimacie zagadkowych zabójstw nie może zabraknąć tego mini serialu, no nie może .... . Jest mrocznie, są dziwki, alkohol, koks i 2 gliniarzy, których postaci są tak genialnie zbudowane, że w zasadzie fabuła może już nie interesować (choć nie można powiedzieć, wciąga!!!). Matthew McConaughey ma rzeczywiście diamentową passę do świetnych ról i taką jest także rola Rusta w Detektywie (to niebywałe, że można to napisać o udziale aktora w serialu, ale tak jest!), Woody Harrelson także jest świetny, aczkolwiek mniej charakterystyczny (taka postać). Cóż jest to serial zrobiony po to, by odnieść sukces, nie inaczej. Nie dziwi mnie to i chciałabym więcej, choć podobno jeśli będzie druga seria to już bez Matju .... :(



Na koniec zostawiam film, który obejrzałam jako ostatni. "Ida" to nasza rodzima produkcja, czarnobiała, klimatyczna opowieść o młodej nowicjuszce (chyba tak nazywa się zakonnica przed tym, zanim się nią stanie), która przed złożeniem ślubów wyrusza, by spotkać się z nigdy niewidzianą ciotką (Agata Kulesza). Razem wyruszają w podróż, która ma wyjaśnić rodzinne historie, które cieniem kładą się na życiu obu kobiet. Mimo, że tytułową bohaterką jest Ida, to właściwie ciotka Wanda (Agata Kulesza) jest tu moim zdaniem królową filmu: zgorzkniała, sarkastyczna sędzia, do tego rozwiązła alkoholiczka. Całość utrzymana i kolorem i stylistyką własnie w klimacie powojennej Polski. Warto było czekać na ten film. 



A już na prawdziwy koniec książka, wcale nie nowość, ale przeczytana jednym tchem - "Bez początku, bez końca" Niny Andrycz. Jest to biografia, ale tak napisana, że się chce ją czytać. Nie same suche fakty, ale opowieść samego bohatera, dzięki czemu poznajemy jego charakter, odczucia z pierwszej ręki. Nina Andrycz była dla mnie zawsze obrazem takiej klasycznej damy starej daty, cóż po przeczytaniu książki dalej ją tak postrzegam, ale jak się okazuje damy i panienki z dobrych domów nie były takie grzeczne i nie obce były im stosunki pozamałżeńskie, a swoje romanse pani Nina tak dosadnie potrafiła opisywać, że się nawet zaczerwieniłam :). Ta książka obejmuje czasu powojenne, aż po ślub z ówczesnym premierem Józefem Cyrankiewiczem, oj chyba będę szukała pozostałych książek Niny Andrycz, ależ to była kobieta!



Muszę przyznać, że sytuacja filmowa wygląda obiecująco, bardzo czekam by obejrzeć "Grand Budapest Hotel", "Grace Księżną Monaco" z Nicole Kidman i "Yves Saint Laurenta", mam nadzieję że nie będę zawiedziona. Zajawki narobiły mi strasznego smaka!

Tymczasem czekam na świąteczne smakołykasy :)






wtorek, 4 marca 2014

Oscary Oskarami .... i moja lutowa filmówka

Już powoli mija gorączka związana z rozdaniem Oscarów. Wczoraj korzystając z chwili wolnego czasu, z chęcią oglądałam szałowe kiecki na czerwonym dywanie (najbardziej podobała mi się Kate Blanchett), choć nie ukrywam że bardziej frapuje mnie w tej chwili niepokojąca sytuacja na Ukrainie .... .
Mimo wszystko jeszcze na moment wrócę do blichtru gali i nagród. Cieszą mnie statuetki dla Jareda Leto, dla filmu "Her" i Kate Blanchett. W sumie potwierdziły się w tych kategoriach moje typy :). Mam trochę niedosyt, że to nie Di Caprio otrzymał Oscara za pierwszoplanową rolę męską, bo byłam pod wielkim wrażeniem jego gry. Nie twierdzę, że Matthew McConaughey był zły, wręcz przeciwnie był świetny, ale to już dosyć oczywiste, że role związane z tzw. poświęceniem się, polegającym na zmianach fizycznych (tycie, chudnięcie, postarzanie) są zwycięskimi. Szkoda, bo to trochę nie fair, u DiCaprio było 100% aktorstwa. 
Nie oglądałam jeszcze "Zniewolonego", ale w kategorii zwycięskiej aktorki drugoplanowej chciałam zobaczyć Julię Roberts. Mam nadzieję, że niebawem ocenię, czy Oscar dla Lupity był zasłużony, czy znów nie mogło się obyć bez tego, by to filmy z bardziej wzniosłą historią i przesłaniem zgarnęły większość. 

No tak nie myślcie, że narzekam, bo to tylko subiektywne opinie. Tak to już jest, ile gustów, tyle zdań. 

Czas najwyższy przejść do mojej filmówki, tym bardziej że częściowo pociągnę temat filmów nominowanych do Oscara.

"Blue Jasmine" 


Bardzo się cieszę, że w końcu udało mi się oglądnąć ostatni film Woodego Allena. Ma tą charakterystyczną dla tego reżysera nutkę ironii, która sprawia, że historia znajduje się na cienkiej granicy między dramatem, a farsą. Może dlatego niektórzy film odbierają jako komedię. Cate Blanchett wciela się w rolę zagubionej kobiety, która po śmierci męża oszusta i bankruta zmuszona jest o 100% zmienić swoje dotychczasowe życie. Swoją drogą miło mi było popatrzeć na stylizacje głównej bohaterki :).

"Grawitacja" 


Wiem, że ten film ma albo zagorzałych zwolenników, albo przeciwników, którzy twierdzą że jest po prostu nudny. Ja o dziwo jestem dosyć neutralna, choć bardziej na tak niż na nie, bo nie mam nic złego do powiedzenia na temat tego filmu, choć normalnie nie lubię tego typu produkcji. Zadziwiające jednak, że historia z 1 aktorką (Sandra Bullock) może być wciągająca. Może i szkoda, że nie oglądałam filmu w kinie z efektem 3D, ale nawet na zwykłym monitorze zrobiła na mnie wrażenie 1 scena, gdy astronautka w kombinezonie kręci się w tym kosmicznym niebycie ....., wyobraziłam sobie jak bardzo musiała być samotna i przerażona! No dobra mam nadzieję, że nie spojleruję za bardzo :/ Ciekawa jestem jakie są Wasze wrażenia po tym filmie.

"Tajemnica Filomeny"


Na ten film do kina wyciągnęła mnie w środku tygodnia koleżanka i również okazało się, że bardzo przypadł mi do gustu. Dziennikarz w kryzysie, całkiem przypadkiem dowiaduje się o historii Filomeny, którą siostry zakonne zmusiły do oddania syna. 
Może i historię po części skądś znam, bo bodajże kiedyś oglądałam "Siostry Magdalenki", ale ta jest dużo cieplej ubrana i wzruszająca. Mimo, że teoretycznie mógłby to być typowy wyciskacz łez, to charakterystyczne poczucie humoru starszej pani (Judi Dench) odciąża nieco temat i sprawia, że całość odebrałam w rezultacie pozytywnie.

A na koniec 


Słów kilka o rodzimej produkcji "Jack Strong". Może nie będę obiektywna, bo przepadam za Dorocińskim, ale warto zobaczyć. Byłam ciekawa historii Kuklińskiego, choć jak wiadomo można go pokazać jako bohatera lub zdrajcę. Zgadzam się z Dorocińskim, iż tak czy siak jako człowiek Kukliński poświęcił wszystko (kto orientuje się w losach jego i jego rodziny, ten wie o czym mówię). Nie ma tu tego pazura charakterystycznego dla dawnych filmów Pasikowskiego, ale są jego aktorzy, dobra sceneria rodem z PRLu i by nie było za nudno wartka akcja.

"Behind the Candelabra" 



Nie wiem czemu całkiem o nim zapomniałam, choć według mnie jest wart uwagi. Przeciekawa i kontrowersyjna historia dawnej gwiazdy Las Vegas (Wielkiego Liberace - Michael Douglas - który notabene był z pochodzenia Polakiem - nie Douglas tylko Liberace znaczy się :) i jego związku z dużo młodszym Scottem Thorsonem (Matt Damon). Może nie jest to jakieś wielkie kino, ale opowieść życiowa :).

niedziela, 9 lutego 2014

Świeżutka noworoczna filmówka

W końcu chwila wolnego czasu i mogę zrobić pierwszego zdaje się w 2014 roku posta z przeglądem filmowym. Jak nigdy, tuż przed Oscarami odrobiłam całkiem nieźle zadanie domowe i obejrzałam (jak do tej pory) dużą część filmów z głównych kategorii (niestety kilka tytułów mi jeszcze brakuje - np. Grawitacji, czy Tajemnicy Filomeny, ale uważam że nie jest najgorzej :).

Zacznę jednak od filmu, który nie znajduje się wśród oscarowych wybrańców, ale wpisuje się w świetnie w moje zainteresowanie biografiami, chodzi mi o film "Lovelace" (polski tytuł "Królowa XXL"). Jest to historia Lindy Boreman (pseudonim Lovelace) - w tej roli Amanda Seyfried, która zasłynęła z udziału w pierwszym "kinowym" filmie pornograficznym pod tytułem "Głębokie Gardło". Nie oczekujcie jednak mocno erotycznej opowieści, z ostrymi, rozbieranymi kawałkami, a raczej ciekawej i smutnej historii kobiety wykorzystanej przez własnego męża. 



Kolejny udany tytuł to "Her" ("Ona"). Niby banalna historia o miłości, ale podana w zupełnie niekonwencjonalny sposób. Wydawałoby się być najnaturalniejszym na świecie, że człowiek z krwi i kości (Jaquin Phoenix) może zakochać się w ..... nowatorskim systemie operacyjnym (w sumie nic dziwnego, głos systemu podkłada Scarlett Johansson) :P. W tym wszystkim Jaquin (którego w związku z niekonwencjonalną urodą można kochać lub nienawidzieć) z tym wąsem jest taki słodki !!!! Bardzo udane futurystyczne love story. 



"Dallas Buyers Club" ("Witaj w klubie"). Historia elektryka Rona Woodroofa (Matthew McConaughey - zawsze mam problem z tym nazwiskiem a Wy????), który dowiaduje się, iż jest zakażony wirusem HIV i to w czasach, gdy leczenie choroby jest jeszcze w powijakach. Wszelkimi sposobami szuka skutecznego leku, które szmugluje z Meksyku i Japonii. Z homofoba Ron staje się całkiem zaciekłym aktywistą w sprawach chorych, a także przyjacielem transseksualisty Rayona (Jared Leto). Nie da się nie zauważyć, że aktorzy włożyli w te role ogromny wysiłek i poświęcenie Matthew schudł na opłatek, Jared Leto też, w dodatku jako trans jest genialny i w pełnym make upie i porwanych rajtkach, wstępnie go nie rozpoznałam (chętnie dałabym mu Oscara za rolę MĘSKĄ drugoplanową, do której zresztą jest nominowany). 



Spokojnie to jeszcze nie koniec, bo nie może zabraknąć kolejnego hitu jak "American Hustle". Podkoloryzowana po hollywoodzku prawdziwa historia o tym, jak parający się szemranymi interesami Irving Rosenfeld (Christian Bale) wraz z swoją kochanką (Amy Adams) zmuszeni są do współpracy z agentem federalnym (Bradley Cooper) celem przyłapania polityków, czy gangsterów na braniu łapówek.
Kuriozalne jak oszusta finansowego Irvinga Rosenfelda można odbierać jak równego faceta!!! No i jak się okazuje można, utuczony jak prosiak Bale jest uroczy, choć wolę go w normalnej kategorii wagowej. Wszystko podane w szalonych barwach, strojach i rytmach disco z lat 70 - tych. Ciekawie podkręcone postaci: nawiedzona żona Rosenfelda (Jennifer Lawrence), narwany Richi DiMaso (Bradley Cooper - jeśli chcecie zobaczyć go w drobnych papilotach na głowie, to tym bardziej polecam!), seksowna Sydney Prosser w sukienkach z dekoltami po pas (Amy Adams). 

Nie może zabraknąć "Wilka z Wall Street". Leonardo DiCaprio, choć z podfarbowanym włosem znów wzbił się na wyżyny swych umiejętności (nie chodzi mi o Tytanika bynajmniej, ale o wczesne role takie jak: "Co gryzie Gilberta Grap'a, czy "Chłopięcy świat"). Niezwykle dynamiczna akcja, za którą ledwie możemy nadążyć. Mi leciały w pewnym momencie łzy ze śmiechu. Gdyby nie ta lawina wulgaryzmów i golizny, to już nie byłoby to. W sumie to nawet chciałabym przez moment znaleźć się na jednej z tych imprez, gdzie alkohol lał się strumieniem, a karłami rzucało się do celu.


Perełka z zupełnie innej bajki na koniec! "August Osage County" czyli "Sierpień w Hrabstwie Osage". Film, w którym cała historia rozbija się na przeróżnie zarysowanych osobowościach, tych mocnych i słabszych. Jak się okazje relacje rodzinne są zdecydowanie najbardziej skomplikowanymi, miesza się miłość, ból, litość, wola wybaczania, z drugiej strony z wielkim żalem. Zobaczymy mocne starcie godnych przeciwniczek matki (Meryl Streep) z córką (Julia Roberts). Uważam, że mimo niezaprzeczalnego talentu Meryl Streep, to Julii Roberts należy się Oscar za postać kobiecą i to pierwszoplanową. Cóż mam cichą nadzieję, że dostanie go za rolę drugoplanową, bo w tej jest nominowana. Z widocznymi zmarszczkami, już nie jest tą samą Julią, którą pamiętamy z "Pretty Woman", nadal jednak zachwyca, ale w tym filmie zupełnie inaczej.



Czuję się tym razem bardzo zaspokojona filmowo. Jak na razie dostałam w pakiecie moich ulubionych aktorów męskich: Cooper, Bale. Oglądałam jeszcze "Kamerdynera", ale nie wywarł na mnie aż takiego wrażenia, jak reszta filmów. Za to bardzo chcę obejrzeć  "Grawitację" oraz "Zniewolonego" (Fassbender - mój kolejny ulubiony aktor). Jutro wybieram się na rodzimą produkcję "Jack Strong" z Dorocińskim. Zapowiada się zatem równie ciekawy czas filmowy .... .

Czy oglądaliście coś z powyższych filmów, co o nich sądzicie?


Zdjęcia - źródło Filmweb

piątek, 29 listopada 2013

Papusza

Przychodzę z krótkim postem o filmie, który zrobił na mnie wielkie wrażenie. Chodzi o "Papuszę" w reżyserii Krzystofa Krauze i Joanny Kos - Krauze. Dawno (o ile w ogóle) nie widziałam tak dopracowanego w każdym szczególe filmu. Zachwycił mnie prosty, ale niesamowicie wysmakowany czarno - biały obraz, dobór aktorów (Jowita Budnik, Antoni Pawlicki, Zbigniew Waleryś, a także zaangażowani Cyganie, dzięki którym całość była taka realna), użycie języka cygańskiego również stworzyło niezwykłą atmosferę. Kilka ujęć (moje ulubione są akurat w trailerze polecam obejrzeć) w połączeniu z przepiękną muzyką Jana Kantego - Pawluśkiewicza wbiło mnie w fotel kinowy. 

źródło - filweb

Film polecam obejrzeć na dużym ekranie, nie dość że opowiada niesamowitą historię, to daje wiele do myślenia. Podrzucam link do recenzji. 

A tu jeszcze teledysk z wykonaniem Kayah i Elżbiety Towarnickiej


Gorąco polecam!

środa, 17 kwietnia 2013

Biograficzna filmówka

Jeśli chodzi o filmy (i książki również) wyjątkową słabością darzę biografie. Niektóre czyta/ogląda się z przyjemnością, inne po prostu nie wciągają. Z biografami nie jest łatwo autorowi, trzeba znaleźć solidne źródła i sporo pogrzebać, aby całość i wizja danej osoby była w miarę rzetelna i odpowiadała rzeczywistości. Jednak obojętnie czy opisywana jest osoba żyjąca, czy też legendarna, nie da się uniknąć pewnej dozy subiektywizmu, własnej interpretacji autora w stosunku do pewnych zachowań opisywanej osoby, jej charakteru. Oczywiście nie można wykluczyć też biografii "o sobie samym" (stworzonych osobiście przez sławę), jednak i na ich podstawie wyrabiamy swoją osobistą opinię o danej osobie.

Sympatią darzę biograficzny rodzaj również dlatego, że zawsze skłania mnie nie tylko do przeczytania, oglądnięcia, ale też zasięgnięcia innych, często odmiennych informacji o danej osobie. Biografie poszerzają horyzonty :P

Mam spory zapas tego typu filmów i oglądniętych i do oglądnięcia. Mogłabym sklasyfikować przedstawione filmy według pewnych grup, ale nuży mnie oglądanie filmów np. ciągle o malarzach, ciągle o pisarzach itp., więc z tego zrezygnowałam. Dziś przedstawię krótko te, które obejrzałam z zainteresowaniem, a nawet stanowiły niezły temat do przemyśleń.

1. Factory Girl - Dziewczyna z fabryki 
reż.  George Hickenlooper



Jest to opowieść o życiu Edie Sedgwick Sienna Miller). Spytacie (tak jak i ja na początku, kto to do cholery jest Edie Sedgwick ?????). Otóż była dziewczyną z zamożnej rodziny, która zw 1965 r. postanowiła przeprowadzić się do Nowego Jorku, tam rozpoczęła karierę modelki, a co kluczowe poznała Warhola. Dziewczyna występuje w jego filmach, zaczyna też nadużywać narkotyków, przez co jej życie i rzeczywistość bardzo się rozmywa. Przyjaźń Sedgwick z Warholem nie trwała długo, bo około roku, po tym Edie związała się z Bobem Dylanem. Później już było tylko gorzej, uzależnienie, szpital psychiatryczny.... .


Film jest generalnie opowieścią o części z życia związanej z Warholem, ale ciekawie przedstawia ówczesne środowisko nowojorskiej bohemy. Dobra rola Sienny Miller. Polecam!

2. Gia
reż. Michael Cristofer


Pozostając w temacie modelek, przeniosę Was dalej w czasie i polecę film Gia, o życiu modelki Gia Marrie Carangi, która urodziła się w 1960 r.,a na początku lat 80. stała się legendą świata mody. Zmarła w wieku 26 lat. Jej historia w filmie opowiedziana jest przez przyjaciół i wzbogacona cytatami z pamiętnika modelki. Nie będę opowiadać o filmie za wiele  .... jeśli nie oglądaliście to zobaczcie, bo warto. Gię gra Angelina Jolie i moim skromnym zdaniem jest świetna. Ciekawa i zarazem bardzo smutna historia. 

3. Niczego nie żałuję - Edith Piaf
 reż. Olivier Dahan




Film jest przekrojem przez całe życie piosenkarki (prawdziwe nazwisko to Edith Giovanna Gassion) od trudne dzieciństwo spędzone w domu publicznym, którego właścicielką była babka, poprzez wczesną młodość i występy na "chodniku", miłość do boksera Marcela Cerdana (nie wiem jaki aktor go grał, ale był super przystojny) po lata choroby i uzależnienia. Odbieram ten film jako dosyć tragiczny i pesymistyczny, mimo tego podążając za słowami piosenki Piaf, przekazuje ona że niczego nie żałuje .....
Znów świetna rola Marion Cottiliard jako tytułowej bohaterki - niesamowita .....

4. Żelazna Dama - Margaret Thatcher
 reż. Phyllidia Lloyd


Ten film z uwagi na jego całkiem niedawne powstanie (a także niedawną śmierć Margaret Thatcher) zna pewnie wiele z Was. Znów przedstawione jest życie znanej polityk i wieloletniej premier Wielkiej Brytanie od początków kariery, wychowania, wpływu poglądów ojca, po kadencję i lata "satarcze". 

Spotkałam się z opiniami, iż jest to obraz starej, niedołężnej kobiety ...., nie zgadzam się z tym, chociaż w filmie bardziej postawiono nacisk właśnie na ten okres życia, tak jakby autor chciał pokazać (w bardziej łagodny i zawoalowany sposób) byłaś taaaka silna a teraz ??? teraz masz kłopoty z alkoholem i pamięcią! Ja uważam, że postrzegać osobę Thatcher należałoby nie przez pryzmat starości (każdego ona dopadnie, trudno oczekiwać po kimś w pewnym wieku wojownika, tym bardziej po matce która przez politykę ma poczucie zaniedbania własnej rodziny). Była świetnie wykształcona, była kobietą w zdominowanym przez mężczyzn świecie polityki, prowadziła twardą i nieraz wzbudzającą kontrowersję politykę. Była politykiem z krwi i kości, nie bała się ostrych decyzji (nie widzę obecnie takich osobowości, a u nas o rany ..... premier, prezydent są tacy miałcy.... ), ale była też człowiekiem, matką, potem starszą osobą, wszystko w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu, tak bym to widziała, nie jako wyraz klęski i upadku na stare lata. Zresztą zauważyć trzeba, że i w okresie starości premier nie poddawała się i walczyła za słabościami. 

Nie muszę dodawać chyba, że gra Meryl Streep jak zwykle świetna ???? :)

5. Niebezpieczna metoda - Carl Jung
reż. David Cronenberg

 
Na koniec portret z życia już nie kobiecej postaci, lecz znanego uczonego, lekarza psychiatry, psychologa Carla Gustava Junga (Michael Fassbender mmmmmmm :P - w bardziej współczesnej roli i mocno erotycznej można zobaczyć go w filmie "Wstyd" też polecam!). Ciekawie opowiedziana historia lekarza, jego powiązań z Freudem (Viggo Mortensen) i związku z pacjentką Sabiną Spielrein (Khira Knightley), a przede wszystkim drodze do wypracowania własnej koncepcji, jakże odmiennej od freudowskiej. 

a Wy drodzy moi czy lubicie biografie???? Może coś polecicie ciekawego?