Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytanie/oglądanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytanie/oglądanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 czerwca 2014

Najwyższa pora na filmówkę!

Zabierałam się za napisanie tego posta już dobry tydzień! Nawet jak był wolny czas, to po prostu miałam tak zwanego "niechcica" :). Kiepska pogoda w maju, a częściowo i w czerwcu sprawiła, że wolnymi wieczorami chętniej oglądałam filmy, tym bardziej że nie miałam nic ciekawego do czytania. Mimo, że sporo było tego oglądania, to większość filmów okazała się bardzo przeciętna. Miałam chrapkę na kilka nowości, w tym "Grace Księżną Monaco", ale po przeczytaniu lawiny kiepskich recenzji, stwierdziłam że zadowolę się wersją domową. Nie zdążyłam również do kina na "Yves Saint Laurenta" i tu żałuję, ale cóż życie ..... w moim mieście dobre filmy grają krótko i nie we wszystkich kinach, na rzecz dajmy na to "Dżej Dżeja". 

Tak na przykład cudem udało mi się załapać na bardzo wyczekiwany przeze mnie "Grand Budapest Hotel" Wesa Andersona. Była jedna jedyna projekcja i to na sali kameralnej, jednak udało się zdobyć dwa bilety. Bardzo się z tego cieszę, bo film jest genialny i godny polecenia. Rozkochał mnie charakterystycznym stylem samego reżysera, doborem świetnych aktorów (nawet epizodyczne postaci obsadzone zostały gwiazdorsko), nie mówiąc o Ralphie Fiennesie, Tildzie Swinton., po niezwykłą retro scenografię, która mnie osobiście wbiła w fotel. Sama historia umiejscowiona jest w fikcyjnym miasteczku Żubrówka, a dokładnie w bajkowym, ogromnym hotelu, w którym pracuje dwóch głównych bohaterów: Gustave H. i Zero Moustafa. Pewnego dnia Gustave otrzymuje spadek, co staje się zarzewiem konfliktu z pozostałymi spadkobiercami, a tym samym nakręca całą akcję! Musicie to zobaczyć, tym bardziej, że w filmie nie brakuje specyficznego poczucia humoru, charakterystycznego dla Wesa Andersona. Ja uśmiałam się do łez!


poster - www.filmweb.pl

Jeśli spodoba Wam się styl Wesa Andersona to koniecznie zobaczcie jeszcze "Kochanków z Księżyca" oraz "Pociąg do Darjeeling".

Powyższa pozycja, to pierwsza i ostatnia nowość :). Reszta filmów nie należy do świeżynek, ale nie jest to minusem, bo jeśli poniższych filmów nie widzieliście to nic straconego, może się skusicie  i obejrzycie na kanapie w domu w jakiś deszczowy dzień, albo chroniąc się przed upałem :). 

Polecam bardzo "Smak Curry" film który pokazuje jak w Indiach działa system przekazywania tzw. Lunchboxów (pojemników z posiłkami ) do pracy. Możemy śledzić jak z troską przygotowywane jest jedzenie, które trafia do metalowej menażki, następnie przez kuriera odbierane jest z domu, ładowane do pociągu, aż w końcu dociera na miejsce do odbiorcy. Sama droga lunchboxa jest tłem do innej, ciekawszej historii, której tematem są ludzkie uczucia i wybory. Piękna historia, na pozór bez fajerwerków, jednak podana w zupełnie niebanalny sposób.


poster - www.filmweb.pl

Jako ostatni film polecam, coś zupełnie nie w moim stylu, bo "Królewnę Śnieżkę i Łowcę". Z tego typu filmów fantasy wierna jestem tylko "Władcy Pierścieni" i "Hobbitowi". Do wyboru zachęcił mnie jednak teledysk Florence and the Machine "Breath of life" pochodzący ze ścieżki dźwiękowej do tegoż filmu (świetna piosenka). Przyznaję, że relaksacyjnie mi się Śnieżkę oglądało, fajne efekty, karły, pierdzące purchawki w mrocznym lesie, grzyby z oczami, perfidna królowa i przystojny Łowca (Chris Hemsworth) :). Trzeba przyznać, że Charlize Theron jako ciemna strona mocy, przysłoniła nieco Śnieżkę (Kristen Stewart), a scena w której kąpie się w mleku jest genialna, ale w sumie korzystnie wpływa to na całość. Jeśli macie ochotę na odrobinę fantastyki, to spokojnie wybierzcie Śnieżkę i Łowcę, ja z chęcią zobaczę drugą część :)


poster - www.filmweb.pl


Widzieliście któryś z powyższych filmów, co o nich sądzicie? A może macie jakieś ciekawe propozycje dla mnie?

wtorek, 15 kwietnia 2014

Filmowo - książkowe ciekawostki

Melduję się wszem i wobec !!! Pochłonięta różnymi sprawami nie mogłam zmotywować się do sporządzenia comiesięcznego zestawienia filmów i książek. Nic straconego, bo w sumie jeszcze zupełnie na świeżo załapały się warte moim skromnym zdaniem uwagi i książka i film. 

A tak w ogóle to jestem cała, zdrowa. Powróciłam do codziennej dawki ćwiczeń i na razie nieźle mi idzie :). Nie przeszkadza mi to jednak, by planować już jakie smakołyki przygotować na zbliżające się Święta.

Dziś jednak nie o tym. Dziś o filmach. Od marca do chwili obecnej wkradło się w mój świat filmowy nieco mroku......., dawno nie oglądałam thrillerów (o horrorach nie wspominam, bo tego gatunku nie lubię), w zasadzie nie wiem dlaczego, chyba wolałam coś lżejszego na przyciężkie zimowe dni. Nadeszła wiosna, a z wiosną zmiana klimatu, także w kwestii gustu filmowego. Jeśli chodzi o thrillery, to moim niekwestionowanym faworytem jest i zawsze będzie "Milczenie owiec", oglądałam, czytałam i uwielbiam, może dlatego trudno mi znaleźć na prawdę dobre filmy w tej dziedzinie. Cóż te, które oglądnęłam niedawno nie przebiły mistrza, ale obejrzałam z zaciekawieniem i jeśli jeszcze nie widzieliście, to polecam.

1. Labirynt - "Prisoners" - szczerze muszę przyznać, że dawno nie widziałam tak wciągającego dreszczowca. Świetni aktorzy (Gyllenhaal w roli detektywa oraz Jackman jako zdesperowany ojciec szukający zaginionej córki), super trzymająca w napięciu historia, rozłożona tak, że obgryzało się paznokcie. No smakowity koniec, który trudno na pewno zaskoczy!


2. Panaceum - "Side Effects". Całkiem wciągająca historia o Emily (Rooney Mara), która leczy się psychiatrycznie, aby szybciej wrócić do równowagi zażywa przepisane od swojego lekarza (Jude Law) pigułki. Tu historia nabiera na sile .... 


3. "Detektyw" - "True Detective" - Pozostając w klimacie zagadkowych zabójstw nie może zabraknąć tego mini serialu, no nie może .... . Jest mrocznie, są dziwki, alkohol, koks i 2 gliniarzy, których postaci są tak genialnie zbudowane, że w zasadzie fabuła może już nie interesować (choć nie można powiedzieć, wciąga!!!). Matthew McConaughey ma rzeczywiście diamentową passę do świetnych ról i taką jest także rola Rusta w Detektywie (to niebywałe, że można to napisać o udziale aktora w serialu, ale tak jest!), Woody Harrelson także jest świetny, aczkolwiek mniej charakterystyczny (taka postać). Cóż jest to serial zrobiony po to, by odnieść sukces, nie inaczej. Nie dziwi mnie to i chciałabym więcej, choć podobno jeśli będzie druga seria to już bez Matju .... :(



Na koniec zostawiam film, który obejrzałam jako ostatni. "Ida" to nasza rodzima produkcja, czarnobiała, klimatyczna opowieść o młodej nowicjuszce (chyba tak nazywa się zakonnica przed tym, zanim się nią stanie), która przed złożeniem ślubów wyrusza, by spotkać się z nigdy niewidzianą ciotką (Agata Kulesza). Razem wyruszają w podróż, która ma wyjaśnić rodzinne historie, które cieniem kładą się na życiu obu kobiet. Mimo, że tytułową bohaterką jest Ida, to właściwie ciotka Wanda (Agata Kulesza) jest tu moim zdaniem królową filmu: zgorzkniała, sarkastyczna sędzia, do tego rozwiązła alkoholiczka. Całość utrzymana i kolorem i stylistyką własnie w klimacie powojennej Polski. Warto było czekać na ten film. 



A już na prawdziwy koniec książka, wcale nie nowość, ale przeczytana jednym tchem - "Bez początku, bez końca" Niny Andrycz. Jest to biografia, ale tak napisana, że się chce ją czytać. Nie same suche fakty, ale opowieść samego bohatera, dzięki czemu poznajemy jego charakter, odczucia z pierwszej ręki. Nina Andrycz była dla mnie zawsze obrazem takiej klasycznej damy starej daty, cóż po przeczytaniu książki dalej ją tak postrzegam, ale jak się okazuje damy i panienki z dobrych domów nie były takie grzeczne i nie obce były im stosunki pozamałżeńskie, a swoje romanse pani Nina tak dosadnie potrafiła opisywać, że się nawet zaczerwieniłam :). Ta książka obejmuje czasu powojenne, aż po ślub z ówczesnym premierem Józefem Cyrankiewiczem, oj chyba będę szukała pozostałych książek Niny Andrycz, ależ to była kobieta!



Muszę przyznać, że sytuacja filmowa wygląda obiecująco, bardzo czekam by obejrzeć "Grand Budapest Hotel", "Grace Księżną Monaco" z Nicole Kidman i "Yves Saint Laurenta", mam nadzieję że nie będę zawiedziona. Zajawki narobiły mi strasznego smaka!

Tymczasem czekam na świąteczne smakołykasy :)






piątek, 28 marca 2014

Marzec w zdjęciach - witaj wiosno!

Jak popatrzyłam na swoje zdjęcia z marca, to mimo bajecznej jak na ten miesiąc pogody, wcale mi się takie wiosenne nie wydały. Mało tego stwierdziłam, że oprócz moich kotów (jak się okazuje zresztą śpiących) niewiele w tym miesiącu było życia, zieloności i "akcji" .... . Spokojnie sezon dopiero się zaczyna, zatem obiecuję i sobie i Wam, że będzie lepiej. 

Najwyższy czas utopić przysłowiową Marzannę i wziąć się za siebie. W sobotę planuję posadzić kwiatki :)



Tymczasem w marcu .....

Kawa i czekolada na ożywienie szarych komórek przy pisaniu.



Był Dzień Kobiet białe tulipany i nowy numer KUKBUKA


Czytanie - "Trafny Wybór" tej Pani od Harrego Pottera - bardzo mi się podobała ta książka. Świetnie zarysowane charaktery zrobiły robotę.


"Pierwsze Damy II Rzeczpospolitej" Kamila Janickiego, też dobrze się ją czyta, szkoda że wydana na papierze toaletowym, no ale nie wpływa to na treść :)


Taki tam nasz czill - 2 czarne, śpiące koty, ja i gazeta. Dzień przeznaczony na wizytę lekarską zapewnił mi później możliwość nadrobienia zaległości w czytaniu kolorowych magazynów ....


Po drodze do domu zaopatrzyłam się znów w worek krówek - niestety bardzo dobre ......, zwłaszcza te orzechowe, pozostałymi też nie pogardziłam!


W wolny weekend oglądnęłam cały sezon "True Detective". Rzeczywiście te wszystkie peany na temat serialu są w pełni trafione. Postaram się spłodzić jeszcze posta filmowego, w którym zdecydowanie wspomnę o "Detektywie". 


Nowe Missiu. W Hebe trwa promocja na te bransoletki - 50%. Zaopatrzyłam się w dwie - z dziewczynkami i kolejne koniczynki, tym razem różowe.


Postawiłam też na krwisto czerwone paznokcie :)


A to różowa zapowiedź końca lenistwa i niekontrolowanego obżarstwa, które w dniach ostatnich osiągnęło jakieś apogeum .... . Wracam do ćwiczeń i planuję zacząć biegać. Trzymajcie kciuki, abym w końcu się przełamała na nowo.



Czy czujecie już tą wiosenną moc ????  Ja prawie, jeszcze tylko chwili potrzebuję żeby się ogarnąć !!!


wtorek, 4 marca 2014

Oscary Oskarami .... i moja lutowa filmówka

Już powoli mija gorączka związana z rozdaniem Oscarów. Wczoraj korzystając z chwili wolnego czasu, z chęcią oglądałam szałowe kiecki na czerwonym dywanie (najbardziej podobała mi się Kate Blanchett), choć nie ukrywam że bardziej frapuje mnie w tej chwili niepokojąca sytuacja na Ukrainie .... .
Mimo wszystko jeszcze na moment wrócę do blichtru gali i nagród. Cieszą mnie statuetki dla Jareda Leto, dla filmu "Her" i Kate Blanchett. W sumie potwierdziły się w tych kategoriach moje typy :). Mam trochę niedosyt, że to nie Di Caprio otrzymał Oscara za pierwszoplanową rolę męską, bo byłam pod wielkim wrażeniem jego gry. Nie twierdzę, że Matthew McConaughey był zły, wręcz przeciwnie był świetny, ale to już dosyć oczywiste, że role związane z tzw. poświęceniem się, polegającym na zmianach fizycznych (tycie, chudnięcie, postarzanie) są zwycięskimi. Szkoda, bo to trochę nie fair, u DiCaprio było 100% aktorstwa. 
Nie oglądałam jeszcze "Zniewolonego", ale w kategorii zwycięskiej aktorki drugoplanowej chciałam zobaczyć Julię Roberts. Mam nadzieję, że niebawem ocenię, czy Oscar dla Lupity był zasłużony, czy znów nie mogło się obyć bez tego, by to filmy z bardziej wzniosłą historią i przesłaniem zgarnęły większość. 

No tak nie myślcie, że narzekam, bo to tylko subiektywne opinie. Tak to już jest, ile gustów, tyle zdań. 

Czas najwyższy przejść do mojej filmówki, tym bardziej że częściowo pociągnę temat filmów nominowanych do Oscara.

"Blue Jasmine" 


Bardzo się cieszę, że w końcu udało mi się oglądnąć ostatni film Woodego Allena. Ma tą charakterystyczną dla tego reżysera nutkę ironii, która sprawia, że historia znajduje się na cienkiej granicy między dramatem, a farsą. Może dlatego niektórzy film odbierają jako komedię. Cate Blanchett wciela się w rolę zagubionej kobiety, która po śmierci męża oszusta i bankruta zmuszona jest o 100% zmienić swoje dotychczasowe życie. Swoją drogą miło mi było popatrzeć na stylizacje głównej bohaterki :).

"Grawitacja" 


Wiem, że ten film ma albo zagorzałych zwolenników, albo przeciwników, którzy twierdzą że jest po prostu nudny. Ja o dziwo jestem dosyć neutralna, choć bardziej na tak niż na nie, bo nie mam nic złego do powiedzenia na temat tego filmu, choć normalnie nie lubię tego typu produkcji. Zadziwiające jednak, że historia z 1 aktorką (Sandra Bullock) może być wciągająca. Może i szkoda, że nie oglądałam filmu w kinie z efektem 3D, ale nawet na zwykłym monitorze zrobiła na mnie wrażenie 1 scena, gdy astronautka w kombinezonie kręci się w tym kosmicznym niebycie ....., wyobraziłam sobie jak bardzo musiała być samotna i przerażona! No dobra mam nadzieję, że nie spojleruję za bardzo :/ Ciekawa jestem jakie są Wasze wrażenia po tym filmie.

"Tajemnica Filomeny"


Na ten film do kina wyciągnęła mnie w środku tygodnia koleżanka i również okazało się, że bardzo przypadł mi do gustu. Dziennikarz w kryzysie, całkiem przypadkiem dowiaduje się o historii Filomeny, którą siostry zakonne zmusiły do oddania syna. 
Może i historię po części skądś znam, bo bodajże kiedyś oglądałam "Siostry Magdalenki", ale ta jest dużo cieplej ubrana i wzruszająca. Mimo, że teoretycznie mógłby to być typowy wyciskacz łez, to charakterystyczne poczucie humoru starszej pani (Judi Dench) odciąża nieco temat i sprawia, że całość odebrałam w rezultacie pozytywnie.

A na koniec 


Słów kilka o rodzimej produkcji "Jack Strong". Może nie będę obiektywna, bo przepadam za Dorocińskim, ale warto zobaczyć. Byłam ciekawa historii Kuklińskiego, choć jak wiadomo można go pokazać jako bohatera lub zdrajcę. Zgadzam się z Dorocińskim, iż tak czy siak jako człowiek Kukliński poświęcił wszystko (kto orientuje się w losach jego i jego rodziny, ten wie o czym mówię). Nie ma tu tego pazura charakterystycznego dla dawnych filmów Pasikowskiego, ale są jego aktorzy, dobra sceneria rodem z PRLu i by nie było za nudno wartka akcja.

"Behind the Candelabra" 



Nie wiem czemu całkiem o nim zapomniałam, choć według mnie jest wart uwagi. Przeciekawa i kontrowersyjna historia dawnej gwiazdy Las Vegas (Wielkiego Liberace - Michael Douglas - który notabene był z pochodzenia Polakiem - nie Douglas tylko Liberace znaczy się :) i jego związku z dużo młodszym Scottem Thorsonem (Matt Damon). Może nie jest to jakieś wielkie kino, ale opowieść życiowa :).

sobota, 15 lutego 2014

Ulubieńcy lutego

Może i dopiero (lub aż) połowa lutego, ale ja już mam swoich ulubieńców tego miesiąca. Na co więc czekać ??? Zamiast kumulować wszystko końcem miesiąca, przedstawiam wszem i wobec moje czasoumilacze.

Zacznę od kosmetyków. Nie robiłam ostatnio wielkich zakupów, raczej uzupełniałam to co niezbędne, ale ....

Po ukończeniu n-tego opakowania żelu do mycia twarzy z Biedronki, z miłą chęcią wróciłam do mojego rumiankowego pewniaka z Yves Rocher. Pisałam już o nim kiedyś, jest ekonomiczny, nie wysusza mi skóry (choć nie jest jakiś super delikatny) i bardzo lubię jego zapach. Gratis dostałam dwufazowy płyn do demakijażu oczu z wyciągiem z bławatka. Choć nie przepadam za takimi produktami, ten mi się spodobał, bo mimo tłustej konsystencji, typowej dla takich kosmetyków, nie zostawia na oczach mgły :) Oczywiście ładnie zdejmuje tusz i makijaż.


O moim promocyjnym zakupie toniku lipowego z Matis w Hebe też już wspominałam. Nabyłam go za śmieszne 19 zł (z ponad 100 zł). Cóż tak jak spodziewałam się cudów nie czyni i normalnie nie dałabym za niego takich pieniędzy, ale jednak wpisuję go do ulubieńców. Ma delikatny kwiatowy zapach, nie ściąga, ale miło wygładza i odświeża cerę rankiem. Na wielki plus wpisuję wygodne w użyciu opakowanie z atomizerem, które bardzo ułatwia aplikację. Po pierwsze nic się nie wychlapuje (zawsze mam z tym problem), co pozwala zaoszczędzić znacznie zużycie toniku, po drugie metodą spryskania wacika również pozwala stosować odpowiednią porcję. Myślę, że opakowanie zachowam i będę przelewać do niego później inne toniki.

Kolejnym kosmetycznym ulubieńcem jest peeling drobnoziarnisty z Lirene. Mój enzymatyk z Ziaji już chwilę temu się skończył, byłam z niego zadowolona i pewnie do niego wrócę nie raz, ale tym razem promocja w Rossmannie mnie skusiła (ok. 9 zł), a także dobre recenzje i zdecydowałam się na tego błękitnego malucha. Drobinki ma bardzo drobne, ale trą jak wściekłe i trzeba uważać żeby nie zostawić na policzkach czerwonych placków. Za to cera po użyciu jak pupa niemowlaka. Fajnie współpracuje z serum Dermedic i maską Iwostin. 


Ostatnim kosmetycznym umilaczem jest masło cukrowe z Kings & Queens. Pisałam o nim tu. Ma ciekawy skład i przepiękny słodki zapach waty cukrowej. Uwielbiam !!! Jak najdzie mnie nastrój to smaruję się nim na noc, co gwarantuje sen w cukrowych obłokach, bo zapach jest bardzo trwały i przechodzi nim pościel i pidżama. Właśnie ta intensywność zapachu sprawia, że jak dla mnie trzeba go dozować i stosować z umiarem. Używam wyłącznie jak mam ochotę.



Faworyci miesiąca z branż przeróżnych

Mój nowy piękny kalendarz ścienny z Audrey Hepburn. Kupiłam na promocji w Empiku. Cieszy me oko ogromnie i sporym formatem. Miła odmiana od moich kocich kalendarzy.



Bransoletka Missiu

Niby takie nic, a bardzo ją polubiłam. Kupiłam przypadkiem za 15 zł w Rossmannie i teraz już wiem że jeszcze uzupełnię zbiory o kolejne modele w innych wzorach i kolorach.



Słodka Milka (no w tym miejscu dłuższy komentarz zbędny)


Lektura - tym razem dotarła do mnie II część książki Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk "Rose de Vallenord". Jeśli nie czytałyście trylogii "Zajezierscy", "Hryciowie", "Cieślakowie", których jakby kontynuacją jest właśnie ta dwutomowa powieść to bardzo polecam. Taka saga rodzinna, którą czyta się w mgnieniu oka.


To by było na tyle ...., mam nadzieję że i Wy macie sporo ciekawostek lutowych. Może to i błahe, ale ja tam lubię się cieszyć takimi bzdurami. Może i jestem trochę materialistką (i wcale się tego nie wstydzę :P).

Całuję mocno i życzę przyjemnego weekendu. Ja z niecierpliwością czekam na olimpijskie skoki wieczorem!

niedziela, 9 lutego 2014

Świeżutka noworoczna filmówka

W końcu chwila wolnego czasu i mogę zrobić pierwszego zdaje się w 2014 roku posta z przeglądem filmowym. Jak nigdy, tuż przed Oscarami odrobiłam całkiem nieźle zadanie domowe i obejrzałam (jak do tej pory) dużą część filmów z głównych kategorii (niestety kilka tytułów mi jeszcze brakuje - np. Grawitacji, czy Tajemnicy Filomeny, ale uważam że nie jest najgorzej :).

Zacznę jednak od filmu, który nie znajduje się wśród oscarowych wybrańców, ale wpisuje się w świetnie w moje zainteresowanie biografiami, chodzi mi o film "Lovelace" (polski tytuł "Królowa XXL"). Jest to historia Lindy Boreman (pseudonim Lovelace) - w tej roli Amanda Seyfried, która zasłynęła z udziału w pierwszym "kinowym" filmie pornograficznym pod tytułem "Głębokie Gardło". Nie oczekujcie jednak mocno erotycznej opowieści, z ostrymi, rozbieranymi kawałkami, a raczej ciekawej i smutnej historii kobiety wykorzystanej przez własnego męża. 



Kolejny udany tytuł to "Her" ("Ona"). Niby banalna historia o miłości, ale podana w zupełnie niekonwencjonalny sposób. Wydawałoby się być najnaturalniejszym na świecie, że człowiek z krwi i kości (Jaquin Phoenix) może zakochać się w ..... nowatorskim systemie operacyjnym (w sumie nic dziwnego, głos systemu podkłada Scarlett Johansson) :P. W tym wszystkim Jaquin (którego w związku z niekonwencjonalną urodą można kochać lub nienawidzieć) z tym wąsem jest taki słodki !!!! Bardzo udane futurystyczne love story. 



"Dallas Buyers Club" ("Witaj w klubie"). Historia elektryka Rona Woodroofa (Matthew McConaughey - zawsze mam problem z tym nazwiskiem a Wy????), który dowiaduje się, iż jest zakażony wirusem HIV i to w czasach, gdy leczenie choroby jest jeszcze w powijakach. Wszelkimi sposobami szuka skutecznego leku, które szmugluje z Meksyku i Japonii. Z homofoba Ron staje się całkiem zaciekłym aktywistą w sprawach chorych, a także przyjacielem transseksualisty Rayona (Jared Leto). Nie da się nie zauważyć, że aktorzy włożyli w te role ogromny wysiłek i poświęcenie Matthew schudł na opłatek, Jared Leto też, w dodatku jako trans jest genialny i w pełnym make upie i porwanych rajtkach, wstępnie go nie rozpoznałam (chętnie dałabym mu Oscara za rolę MĘSKĄ drugoplanową, do której zresztą jest nominowany). 



Spokojnie to jeszcze nie koniec, bo nie może zabraknąć kolejnego hitu jak "American Hustle". Podkoloryzowana po hollywoodzku prawdziwa historia o tym, jak parający się szemranymi interesami Irving Rosenfeld (Christian Bale) wraz z swoją kochanką (Amy Adams) zmuszeni są do współpracy z agentem federalnym (Bradley Cooper) celem przyłapania polityków, czy gangsterów na braniu łapówek.
Kuriozalne jak oszusta finansowego Irvinga Rosenfelda można odbierać jak równego faceta!!! No i jak się okazuje można, utuczony jak prosiak Bale jest uroczy, choć wolę go w normalnej kategorii wagowej. Wszystko podane w szalonych barwach, strojach i rytmach disco z lat 70 - tych. Ciekawie podkręcone postaci: nawiedzona żona Rosenfelda (Jennifer Lawrence), narwany Richi DiMaso (Bradley Cooper - jeśli chcecie zobaczyć go w drobnych papilotach na głowie, to tym bardziej polecam!), seksowna Sydney Prosser w sukienkach z dekoltami po pas (Amy Adams). 

Nie może zabraknąć "Wilka z Wall Street". Leonardo DiCaprio, choć z podfarbowanym włosem znów wzbił się na wyżyny swych umiejętności (nie chodzi mi o Tytanika bynajmniej, ale o wczesne role takie jak: "Co gryzie Gilberta Grap'a, czy "Chłopięcy świat"). Niezwykle dynamiczna akcja, za którą ledwie możemy nadążyć. Mi leciały w pewnym momencie łzy ze śmiechu. Gdyby nie ta lawina wulgaryzmów i golizny, to już nie byłoby to. W sumie to nawet chciałabym przez moment znaleźć się na jednej z tych imprez, gdzie alkohol lał się strumieniem, a karłami rzucało się do celu.


Perełka z zupełnie innej bajki na koniec! "August Osage County" czyli "Sierpień w Hrabstwie Osage". Film, w którym cała historia rozbija się na przeróżnie zarysowanych osobowościach, tych mocnych i słabszych. Jak się okazje relacje rodzinne są zdecydowanie najbardziej skomplikowanymi, miesza się miłość, ból, litość, wola wybaczania, z drugiej strony z wielkim żalem. Zobaczymy mocne starcie godnych przeciwniczek matki (Meryl Streep) z córką (Julia Roberts). Uważam, że mimo niezaprzeczalnego talentu Meryl Streep, to Julii Roberts należy się Oscar za postać kobiecą i to pierwszoplanową. Cóż mam cichą nadzieję, że dostanie go za rolę drugoplanową, bo w tej jest nominowana. Z widocznymi zmarszczkami, już nie jest tą samą Julią, którą pamiętamy z "Pretty Woman", nadal jednak zachwyca, ale w tym filmie zupełnie inaczej.



Czuję się tym razem bardzo zaspokojona filmowo. Jak na razie dostałam w pakiecie moich ulubionych aktorów męskich: Cooper, Bale. Oglądałam jeszcze "Kamerdynera", ale nie wywarł na mnie aż takiego wrażenia, jak reszta filmów. Za to bardzo chcę obejrzeć  "Grawitację" oraz "Zniewolonego" (Fassbender - mój kolejny ulubiony aktor). Jutro wybieram się na rodzimą produkcję "Jack Strong" z Dorocińskim. Zapowiada się zatem równie ciekawy czas filmowy .... .

Czy oglądaliście coś z powyższych filmów, co o nich sądzicie?


Zdjęcia - źródło Filmweb

piątek, 29 listopada 2013

Papusza

Przychodzę z krótkim postem o filmie, który zrobił na mnie wielkie wrażenie. Chodzi o "Papuszę" w reżyserii Krzystofa Krauze i Joanny Kos - Krauze. Dawno (o ile w ogóle) nie widziałam tak dopracowanego w każdym szczególe filmu. Zachwycił mnie prosty, ale niesamowicie wysmakowany czarno - biały obraz, dobór aktorów (Jowita Budnik, Antoni Pawlicki, Zbigniew Waleryś, a także zaangażowani Cyganie, dzięki którym całość była taka realna), użycie języka cygańskiego również stworzyło niezwykłą atmosferę. Kilka ujęć (moje ulubione są akurat w trailerze polecam obejrzeć) w połączeniu z przepiękną muzyką Jana Kantego - Pawluśkiewicza wbiło mnie w fotel kinowy. 

źródło - filweb

Film polecam obejrzeć na dużym ekranie, nie dość że opowiada niesamowitą historię, to daje wiele do myślenia. Podrzucam link do recenzji. 

A tu jeszcze teledysk z wykonaniem Kayah i Elżbiety Towarnickiej


Gorąco polecam!

środa, 13 listopada 2013

Z dziennika jesiennego kinomaniaka/tudzież mola książkowego

Już nawet nie potrafię napisać od kiedy zbierałam się do napisania posta filmowo/książkowego, a jednak dziś dam radę !!!!

Pomimo, że jest dzień, świat w moim rejonie zaciągnięty jest mrokiem, wilgocią i zimnem. Taka sytuacja .....  Załatwiam co muszę, a wieczory i dni wolne z miłą chęcią spędzam zaszyta w jakimś ciepłym kącie, z pokaźnym kubkiem gorącej herbaty przy boku i okładem z ciepłego, puchatego kota, a najlepiej dwóch :) 

Długi weekend upłynął z jednej strony na alkoholizowaniu się w gronie przyjaciół, z drugiej na leczeniu kaca przy filmach i książce. 


źródło: www.weheartit.com


Co zatem wyhaczyłam i polecam na te dżdżyste wieczory ???? Zobaczcie i zgódźcie się ze mną lub polemizujcie :P

Zaczynam od filmów:

1. "The Place Beyond the Pines" - w polskim tłumaczeniu "Drugie Oblicze" - wstępnie zainteresowanych o czym jest film odsyłam tu. Oglądałam go w fazie wzmożonego zainteresowania Ryanem Goslingiem i Bradleyem Cooperem ze względów zrozumiałych ..... (kto zabroni pooglądać przystojniaków???). W tym filmie miałam takie 2 w jednym i w dodatku bardzo dobrą historię, która bardzo mnie wciągnęła. Film w Polsce przeszedł bez echa, a moim zdaniem wart jest obejrzenia. No i ten wydziarany w każdym chyba miejscu Gosling - hmmm jak nic pasuje do niego rola rozrabiaki. 

2."The Countess" - "Krwawa Hrabina". Film dosyć już leciwy, bo z 2009 roku, ale z uwagi na moje przeogromne zainteresowanie biografiami i filmami kostiumowymi no musiałam zobaczyć i nie żałuję :) Mroczna historia, mrocznej postaci, którą była Elżbieta Batory (w tej roli Julie Delpy). Jeśli zapoznacie się ogólnie z historia tej kobiety, to ....  no odlot. Była bardzo zamożną krewną króla polskiego Stefana Batorego. Do tego bardzo inteligentną i piękną. Historia rzecze, że dla zachowania młodości potrzebowała krwi młodych dziewic, za co została w końcu schwytana i zamurowana żywcem w jednej z komnat zamku. Wszystko to szokujące, ale nie czarujmy się wiele innych faktów można z tej historii wywnioskować między wierszami. Mamy okres w okolicach 1560 - 1614, raczej mroczne czasy, Elżbieta była ponoć nieco skrzywiona (bo jako dziecko widziała brutalną karę na poddanych ojca - a kary wtedy były całkiem wyszukane ...., no i ogólnie sporo członków rodziny było chorych psychicznie, z uwagi na częste małżeństwa między krewnymi), szybko została wdową (dodam że bardzo bogatą, oczytaną i samodzielną - słabe połączenie jak na tamte czasy ....), w dodatku ze sporą wierzytelnością należną od króla (za pomoc udzielaną na wojny i obronę kraju). Oczywiście jej kuzyna hrabiego Thurzo swędziały łapy do jej majątku i skutecznie wykorzystał i uknuł całą  historię, by pozbyć się Elżbiety Batory i przejąc jej kasę .... . Krótki opis filmu tu, info o Elżbiecie Batory z Wiki - tu. 

Dalej mroczne klimaty i ciężka tematyka ...

3. "Lore" - odsyłam do dobrej recenzji Sieroty po furherze.

I wciąż mało wesoło, ale tym razem po polsku

4. "Miłość" Sławomira Fabickiego. Ja bardzo lubię Dorocińskiego, więc musiałam obejrzeć. Zajawka.

No i coś mniej poważnego

5. "Paryż  Manhattan" - taka przyjemna komedia francuska z Woody Allenem w tle :) - filmweb.


Kolej na seriale

1. "Suits" - "W garniturach" - wciągnęłam się i nic na to nie poradzę ... jak każdy serial prawniczy, aby nie był za nudny musi mieć charakternych bohaterów, ja lubię oczywiście najbardziej Louisa Litta i Donnę Paulsen :). Na razie przerwa, chyba w lutym mają być dalsze odcinki ....

2. "Downton Abbey" - serial o losach mieszkańców (właścicieli, jak i służby) ogromnego, angielskiego dworu Downton Abbey. Dzieje się - sporo intryg, wszystko w pięknej scenografii zamkowej ahhh :)

3. "Bez Tajemnic" - pisałam już o nim tutaj. Oglądam wytrwale kolejny sezon tego polskiego serialu, który znów miażdży !!!! Świetni reżyserzy (Agnieszka Holland, Smarzowski) no i obsada, która rewelacyjnie wciela się w bohaterów i ich historie ( tym razem Stuhr, Celińska, Popławska). Kto nie ma HBO, może oglądać na Kinomaniaku. Przeogromnie polecam!

4. "Mildred Pierce" - to w zasadzie miniseria również z HBO (jedynie 5 odcinków), historia młodej rozwódki (Kate Winslet), która w czasach prohibicji zakłada własny biznes. Obejrzałam z ciekawością !!!!



źródło: www.weheartit.com

Z książek wciągnęłam na razie 2 części trylogii Millenium Stiega Larssona i czekam z niecierpliwością na trzecią część, którą mam zarezerwowaną w bibliotece. Obecnie czytam "Jedz, módl się i kochaj" Elizabeth Gilbert, która to książka jest całkiem przyjemna, choć ciągle przed oczami mam film z Julią Roberts, który też baaardzo lubię !!!!.

Co ciekawego u Was???? Czekam na ewentualne podpowiedzi i opinie !!!


sobota, 21 września 2013

Biografie - CHANEL

Już przy okazji moich blogowych recenzji filmowych wspominałam, że jestem wielką amatorką wszelkiej maści biografii, czy to w postaci filmów, czy też książek. Jak mogłoby zabraknąć wobec tego miejsca dla Coco Chanel, legendy mody, ale przede wszystkim niesamowicie barwnej osobowości.

Postanowiłam zebrać w jednym miejscu, znane mi książki oraz filmy. Daruję sobie przedstawienie samej osoby Coco (Gabrielle) Bonheur Chanel, bo wyręczy mnie w tym Pani Wikipedia :P

Książki

1. "Coco Chanel. Legenda i życie" Justine Picardie

Miałam ogromną chrapkę na tą właśnie książkę. Jak tylko wzięłam ją do ręki, byłam zachwycona, bo jest na prawdę pięknie wydana - elegancka biało - czarna, twarda oprawa ze szkicem, piękne zdjęcia. Estetyka zachowana pod każdym względem. W streszczeniu czytam .....

"Misternie skonstruowany portret Coco Chanel obejmuje nie tylko burzliwe związki, z których była sławna, także fascynujące okoliczności powstania „małej czarnej”, słynnych perfum Chanel No 5, a także tajemny język i symbolikę, którymi kreatorka opatrywała swoje dzieła. Pisząc tę niezwykłą biografię, autorka korzystała z imponującej ilości materiałów źródłowych i zdjęć, niektóre z nich nie były dotychczas publikowane. "



Byłam nieźle napalona, zaparzyłam herbaty i zasiadłam wygodnie i ..... KLOC!!! Nijak przełknąć treści nie mogłam. W książce dużo jest listów, tekstów źródłowych, jak dla mnie podanych w sposób mało przystępny, może i wyjdę na idiotkę, ale już historia o sierocińcu, była napisana jakąś niepotrzebnie udziwnioną formułą. Oczywiście ktoś może się nie zgodzić z moją opinią, mnie ta książka bardzo rozczarowała, niestety nie byłam w stanie przeczytać całej, pamiętam jak przez mgłę, że czytałam historię powstania Chanel Nr 5, ale jej w ogóle nie kojarzę. Z przyjemnością oglądało się zdjęcia, szkice, czytanie za to już lipa. Cóż może i  znana blogerka poleca, ale dla mnie ta książka nadaje się jako ładny gadżet do jej zdjęć, albo do postawienia na półce I'm sorry :P

2. "Coco i Igor"  Chris Greenhalgh

Aby nie było, że tylko narzekam, jako kolejną przedstawiam i polecam literacką historię związaną z wątkiem z życia Chanel, a mianowicie jej romansu ze znanym kompozytorem Igorem Strawińskim. Nie ma co się tu doszukiwać przesadnego autentyzmu, albowiem jest to powieść oparta jedynie (i aż) na danym fragmencie z życia projektantki, nie jest to biografia. Możemy wczuć się w wyobrażenie autora na ten temat ...., czy czytając usłyszymy wibracje "Święta wiosny" oraz poczujemy z kart zapach Chanel NR 5, przekonajcie się sami :), ja na pewno miałam po lekturze pewne przemyślenia.


Z tej książki zgrabnie mogę przeskoczyć do filmów o Coco Chanel, bo na podstawie scenariusza pisarza powstał film "Chanel i Strawiński" w reżyserii Jana Kounena. 


W postać Chanel wcieliła się Anna Mouglais, zaś Strawińskiego Mads Mikkelsen. Ja filmu nie oglądałam, jakoś trudno było mi go dostać, potem sobie odpuściłam, ale na pewno w najbliższym czasie nadrobię zaległości. 

Pierwszym filmem o projektantce, jaki widziałam była "Coco Chanel" z Shirley MacLaine oraz mniej znaną Barbarą Bobulovą (jako młodą Coco) w reżyserii Christiana Duguaya. Klasyczna biografia filmowa w wydaniu filmowym - od dzieciństwa po pracę w zakładzie krawieckim po dalsze losy i sukcesy jako znanej projektantki, przeplatane wspomnieniami starszej kobiety. Polecam, choć reżyser nie postawił tu na angaż znanej aktorki jako bohaterki pierwszoplanowej, bo Shirley raczej się przewija przez film niż wybija jako bohaterka, to ja oglądałam z przyjemnością. 



Jako ostatni przedstawić należałoby film "Coco Chanel" z Audrey Tatou. Nie dlatego, że najgorszy, bo ja go bardzo lubię - oglądałam go co najmniej 2 razy :), ale dlatego że zdecydowanie najbardziej znany i jak mniemam większość z Was go oglądała. W moim zestawie nie może go zabraknąć, bo uwielbiam scenę, w której Coco idzie na bal w pięknej, czarnej sukni. Zresztą Audrey Tatou moim zdaniem świetnie wpisała się w ta rolę. 


Chanel stworzyła markę, która jest klasą sama w sobie. Mało tego trwa ona po jej śmierci i ma się całkiem dobrze pod "opieką" Karla Lagerfelda. Ja osobiście uwielbiam reklamę telewizyjną Chanel Nr 5 (same perfumy są dla mnie śmierdziuchami dla starszych pań) również z Audrey Tatou, utrzymaną w bursztynowych barwach podróż starą koleją jakimś orient ekspresem, cudo!

A już w ogóle na łopatki położył mnie pokaz sprzed dwóch lat, stanowiący syntezę tradycyjnych hinduskich strojów i biżuterii wraz z szykiem europejskim. Ciuchy (a raczej dzieła sztuki) są genialne i ponadczasowe, ubrałabym wszystko :P. Cóż mogę sobie pomarzyć ....

Cały pokaz to majstersztyk, a oprócz ubrań uciechę sprawiła mi kolejka, która jedzie sobie środkowym stołem i ciągnie karafki z alko, co za pomysł :)))

Tak na koniec zostawiam Was z właśnie z filmikiem z tegoż pokazu, może skusicie się na kilkanaście minut podróży Paryż - Bombay, można zauważyć na pokazie polskie twarze.


piątek, 5 lipca 2013

Jeśli jesteście o krok od ożenku .... nie czytajcie, albo mocno się zastanówcie !!!!

Stęskniłam się za pisaniem moich głupot tutaj !!! Ostatnio niestety nie byłam zaszczycona nadmiarem wolnego czasu, a zapowiada się na to, że będzie go jeszcze mniej. W dodatku moje ruchy spowalniał brak samochodu, który musiałam odstawić do serwisu i po jednym dniu już za nim tęsknię. Dobrze, że pogoda dopisuje i cieszę się z upałów, po obowiązkach można się jeszcze zrelaksić w różnoraki sposób (udało mi się zrobić spontaniczną popijawkę urodzinową w środku tygodnia :P).

Ale ad rem ...

Tym razem pokuszę się o recenzję książki "Portret Damy" Henry Jamesa wraz z adaptacją filmową tej powieści (film z 1996 r.) w reżyserii Jane Campion. Przyznam się, że łącznie oba "Portrety" dały mi nieźle do myślenia, stąd też mój tytuł - ostrzeżenie w poście, ale o tym zaraz.


Jak na treściwą recenzję rodem z okładki przystało książka jest o losach młodej amerykanki Isabel Archer, która po śmierci rodziców odwiedza w Wielkiej Brytanii ciotkę i jej rodzinę. Panna spotyka się tam z nieziemskim powodzeniem u płci przeciwnej, trafiają się jej niekulawe kąski i może przebierać jak w ulęgałkach. Jednak Iza mocno wsparta finansowo chce korzystać z życia, poznawać świat i nie spieszy jej się do garba w postaci męża. W słonecznej Italii za sprawą przyjaciółki poznaje takiego jednego rodzynka, który w końcu ją omota (sama dziwię się dlaczego, może z gorąca, albo znudzenia tymi wszystkimi podróżami ????!!!!) - jakby coś to nie ja zdradzam fabułę, bo więcej i to z imionami można wyczytać na obwolucie książki i filmwebie :))). No i dzieje się .... jest intryga i niestety kiepski wybór, owocujący niezłym zamętem, ale o tym sobie poczytacie lub pooglądacie jeśli będziecie zainteresowani.

Autor rewelacyjnie moim zdaniem wyjaśnia i trafia w sedno uczuć, wyborów i zachowań bohaterów, pozostawiając jednocześnie spore pole do własnej interpretacji. Najpierw krew mnie zalewała i pukałam się w czoło nad wyborem tej dzierlatki, potem uprzytomniłam sobie fakt, że człowiek nieraz tak nieracjonalnie (jak nie gorzej) działał. Potem mnie przeraziło, że tak łatwo można sobie chomąto nałożyć, dużo gorzej się go jednak pozbyć, a przy okazji jak  to być ślepym na coś prawdziwego i pięknego tuż obok. No samo życie.



Film Jane Campion jest dość wiernym (sporo dialogów, jest przeniesionych wprost z książki), choć nieco streszczonym odbiciem książki (nie da się tego uniknąć, bo książka jest raczej długa), jednak jakimś sposobem świetnie czuć klimat całości. Trochę elementów i zdarzeń jest w filmie mocniej podkręconych, co dodaje smaczku i wzbudza więcej emocji, bo w końcu w książce sporo rzeczy dzieje się w głowach i myślach bohaterów, czego nie dało się przenieść na ekran w 100%. Dobra obsada: Isabel Archer gra Nicole Kidman, Goodwooda Viggo Mortensen, Osmonda - John Malkovich (w książce Osmond był mega przystojny, może dobrze że i do filmu trafił Malkovich, bo jeszcze bardziej gra na emocjach i wzbudza niechęć, nie jak jak jakiś przystojny czaruś ....), szkoda tylko że lorda Warburtona (też przystojniaka zgodnie z książką) obsadzono tak bezbarwnie ...... . Zobaczymy w filmie sporo ładnych, estetycznych i kobiecych ujęć, do tego na ucho dostaniemy muzykę Kaczmarka. 

Jeśli nie macie ochoty na książkę, to film warto zobaczyć.


niedziela, 17 lutego 2013

Filmówka

Miałam taką myśl, aby co jakiś czas (może raz w miesiącu) wrzucać na bloga posta, z krótkimi recenzjami ostatnio oglądniętych filmów. Chyba jednak nie jestem w moim pomyśle konsekwentna .... .

Taka jest prawda, że ostatnio mój gust, a raczej dobór filmowy mocno kuleje (zaraz zresztą zobaczycie, może nawet ręce Wam opadną :)! Przyznaję się, że wybieram raczej filmy z tych mało ambitnych. A wszystko zwalę na to, że sporo mam na głowie niezrealizowanych planów (obecnie w fazie prób realizacji), które przyprawiły mnie o pierwsze siwe włosy i w wolnej chwili wolę oglądnąć coś różowego, co w dodatku nie dostarcza mi większych emocji i przemyśleń. W rezultacie "Róża" Smarzowskiego nadal nie może doczekać się na projekcję, a moje skołatany emocjami umysł nie jest w stanie jej przyjąć do siebie.

Jednak okazało się nieraz, że wybrałam nie taki znów filmowy chłam :)

Jedziemy zatem z koksonem....

Otóż końcem stycznia i początkiem lutego, jak ostatnimi czasy nigdy, podreptałam do kina na dwa filmy (szaleństwo!!!!) - (preferuję seanse domowe ze swojską atmosferą i z furą dobrego jedzenia, którym niekoniecznie jest popcorn). Oczywiście w repertuarze znalazł się obowiązkowo "Hobbit" i "Nędznicy". Dwa pewniaki, które z chęcią obejrzałam i z niemałymi emocjami. Na "Hobbicie" jednak przydługi wydawał mi się "początek", który zajął chyba z połowę filmu, i jeszcze ta zbędna biesiadno - liryczna piosenka (przez chwilę myślałam, że reżyser zmienił formę i będzie to musical). No i "Nędznicy" ehhh , jak Anne Hathaway śpiewała przewodnią piosenkę Fantine, to uwierzyłam, że nie tylko ja mam przechlapane. Amanda Seyfried idealnie pasowała do słodkiej Cosette i również słodko śpiewała niczym słowiczek (na marginesie z niecierpliwością czekam na biograficzny film "Lovelace" gdzie Amanda zagra Lindę Lovelace - gwiazdę porno z produkcji "Głębokie gardła" (osobiście nie oglądałam .... ), niezły przeskok co????. "Lovelace" już zbiera dobre recenzje, wbrew tematyce wątków łóżkowych nie ma w nim wiele). Wracając jeszcze na moment do "Nędzników", to byłam i jestem nadal pod wrażeniem tej produkcji, zwłaszcza gry aktorów i udzielających się emocji, super zbliżenia (jestem w stanie sobie wyobrazić jak trudno jest śpiewać mając przed sobą kamerę i to z takim oddaniem uczuć: Fantine i Marius). Świetne kostiumy i ten naturalistyczny makijaż lub jego brak .... sama nie wiem! Po seansie wyszłam z sali z poczuciem, że wcale nie byłam na filmie, ale na jakimś innym przedstawieniu.



Mam ochotę zobaczyć jeszcze w kinie "Drogówkę", ale nie wiem czy jeszcze w sąsiedzkim kinie grają :(

Teraz po mojej przydługiej tyradzie filmów kinowych pozwolę sobie jeszcze na szybki wgląd w resztę oglądniętych w międzyczasie filmów.

„Zakochani w Rzymie” W. Allena. Nie jestem jakąś wielką wielbicielką Allena, ale mam wśród jego filmów swoje ulubione. Przepadam za niuansikami w co poniektórych, choć na przykład  „O północy w Paryżu” absolutnie nie trafiło w mój gust. Bałam się, że i film rzymski będzie tak samo do kitu, ale nie …. otóż był to ten allenowski typ jaki lubię, on sam w roli oczywiście roztrzepanego i komicznego ekscentryka. Reszta bohaterów ze szczyptą absurdu … jak np. człowiek śpiewający pod prysznicem w operze, grany przez R. Benigniego „zwykły” człowiek :), czy Penelope Cruz jako prostytutka.

„W świecie kobiet” nie taka znów nowinka, ale to właśnie film z typu tych, które mnie całkiem miło zaskoczyły. Myślałam, że będzie to jakiś zwykłe lovestory, a tu trafiłam na częściowo humorystyczną, częściowo nostalgiczną, a nawet nieco smutną opowieść o 1 facecie (całkiem przystojny Adam Brody) i 3 kobietach, z których jedna jest jego od dziecka niewidzianą, schorowaną babką, a pozostałe dwie sąsiadkami (tu między innymi Meg Ryan i Kristen Stewart). Powiadam Wam całkiem ciekawy i nietypowy układ.


„Romantycy” Trafiłam na ten film w ślad za Adamem Brodym, który mi się spodobał :). Szczerze nie polecam. Może ten film jest o czymś, dla mnie był o niczym. Nawet nie wiem co miałabym napisać, aby wszystkiego nie opowiedzieć,dlatego posłużę się krótkim i treściwym opisem z filmwebu - "grupka osób, których przyjaźń miała swe początki na studiach, spotyka się ponownie po sześciu latach. Okazją jest ślub dwójki z nich - Toma i Lily. Wśród zaproszonych gości jest również druhna Laura, którą w przeszłości łączyło z Tomem coś więcej niż tylko przyjaźń..." . Więcej się nie da, bo opowiedziany byłby cały film, a nuż ktoś się skusi i potem będzie mnie przeklinał, że wszystko wypaplałam. Dodam tylko, że Katie Holmes wygląda w tym filmie strasznie (to pewnie przez to małżeństwo z Cruisem).


Na koniec takie typowe miłosne kaszanki (oczywiście nie traktujcie tego, jakobym się wyśmiewała z takich filmów o niee ...., ja po prostu jestem, jakby to ująć poprawnie i papiesko - mało romantyczna)
  
1.

„Pod słońcem Toskanii” z Diane Lane - już raczej klasyka tego gatunku, mnie ten film nie uwiódł, choć chata w Toskanii fajna. Jeszcze ta polska ekipa budowlana ..... .Kto widział ten wie, kto nie widział niech obejrzy.......

2.

"Szczęściarz" z Zackiem Efronem. Piękny i łzawy obrazek oparty na podstawie powieści N. Sparksa (no jakże by inaczej!!!). Kto choć jeden film oparty na jego powieści widział (np. List w butelce, Notebook), ten wie czego się spodziewać...., wszystko jak z szablonu - dwoje ludzi po tzw. "przejściach" spotyka się = wielka miłość, raz coś wychodzi z tego, raz nie, jest też zawsze jakiś czarny charakter (zazwyczaj była dziewczyna, chłopak, mąż lub choroba). EHHH ale Efron trochę zmężniał i ładnie się tam prezentuje z dużym owczarkiem niemieckim :). Dobre na kino familijne z babcią.




Widzieliście może coś z mojego zestawienia, może macie coś co śmiało polecicie - pamiętajcie (moje typy świadczą o moich obecnych upodobaniach hahah - możecie kręcić głową z politowaniem :))))!!!!

 *zdjęcia - źródło Filmweb